Strona główna
tertio
tertio

PDF Drukuj Email


 

3 ŚCIEŻKI - INSTRUKCJA


  1. Wybierz jedną z trzech ścieżek tematycznych - "Pokój na świecie", "Człowiek" lub "Sztuka".
  2. Wybór jednej ze ścieżek, oznacza zapoznanie się z materiałami, a także rozwiązanie Quiz'u z zakresu jednego tematu( np. wybierając ścieżkę "Pokój na świecie" przystąpisz do rozwiązania Quiz'u "Pokój na świecie", a wybierając "Człowiek" będziesz rozwiązywał Quiz "Człowiek").
  3. Zapoznaj się z materiałami składającymi się z filmików i tekstów.
  4. Kiedy stwierdzisz, ze jesteś gotowy do rozwiązywania Quiz'u - między 8 lutego a 8 marca przystępujesz do odpowiedzi na pytania.
  5. Uwaga! Z materiałami możesz zapoznawać się wielokrotnie (oglądać filmy, czytać teksty), ale do Quiz'u będziesz miał tylko jedno podejście!




 

POKÓJ NA ŚWIECIE


FILMY


ks. Adam Boniecki - Momenty bez precedensu w pontyfikacie Jana Pawła II

 

ks. Adam Boniecki - Spotkania modlitewne w Asyżu


TEKST


POKÓJ

 

,,(...) Nowy papież podjął swą pierwszą inicjatywę dyplomatyczną na dwa dni przed świętami Bożego Narodzenia w 1978 roku wysyłając kardynała Antonia Samore do Chile i Argentyny z misją mediacyjną w sprawie rozwiązania zatargu o granicę w rejonie kanału Beagle, który mógł się przerodzić w otwartą wojnę. Stolica Apostolska nie występowała w roli międzynarodowego mediatora od czasu załagodzenia sporu pomiędzy Hiszpanią a Niemcami o Wyspy Karolińskie w 1885 roku, toteż niektórzy co ostrożniejsi doradcy martwili się, że prestiż Watykanu może ucierpieć, jeśli mediacja się nie powiedzie. Jan Paweł sądził inaczej - jak powiedział dyplomacie watykańskiemu, który pogratulował mu odwagi: ,,Czy uważasz, że po przyjęciu tego urzędu mógłbym stać z boku i patrzeć, jak te dwa katolickie kraje prowadzą wojnę?” Misja Samore’a, klasyczna dyplomacja polegająca na podróżach wahadłowych na trasie Buenos Aires - Santiago, zakończyła się sukcesem 9 stycznia 1979 roku oba kraje oficjalnie poprosiły Stolicę Apostolską o mediację w sprawie sporu granicznego i zobowiązały się nie wszczynać akcji zbrojnych podczas trwania mediacji. Zważywszy na niepewność watykańskiego Sekretariatu Stanu, jedynie bezpośrednia osobista inicjatywa Jana Pawła II zapobiegła wybuchowi lokalnej, lecz krwawej wojny. (…)

 

KRYZYS POLITYCZNY/ROZWIĄZANIE EWANGELICZNE

 

Później osobista pomysłowość dyplomatyczna Jana Pawła II poddana została poważnej próbie. Pod koniec maja 1982 miała rozpocząć się pierwsza papieska pielgrzymka do Wielkiej Brytanii. Osiem tygodni przed wyjazdem papieża do Londynu dyktatura wojskowa Argentyny przejęła kontrolę nad Wyspami Falklandzkimi na południowym Atlantyku, posiadłością brytyjską przez ostatnie 149 lat. Argentyńczycy twierdzili, że brytyjskie panowanie nad wyspami (które nazywali ,,Las Malvinas”) narusza ich suwerenność. W oczach brytyjskich była to inwazja, w oczach argentyńskiego reżimu odzyskanie utraconego terytorium, którego nie zamierzał ponownie opuścić. Brytyjska flota wojenna wyruszyła na południowy Atlantyk, by siłą usunąć Argentynę z Falklandów.

Wisząca w powietrzu wojna postawiła Jana Pawła II w szczególnie trudnej sytuacji. Planowana wizyta w Wielkiej Brytanii wzbudzała niemałe nadzieje. Ludność katolicka Zjednoczonego Królestwa była do niej entuzjastycznie nastawiona. Przewidziano ważne ekumeniczne spotkanie w katedrze w Canterbury z arcybiskupem Runcie, Głową Wspólnoty anglikańskiej. Patrząc z dalszej perspektywy historycznej, wydaje się, że program wizyty ułożono tak, by mogła ona położyć kres setkom lat brytyjskiej nieufności w stosunku do katolicyzmu i Watykanu. Z drugiej strony Brytania była bliska wojny z Argentyną, krajem oficjalnie katolickim, a żeby rzecz całą jeszcze bardziej skomplikować, Argentyna w aktualnym konflikcie o Falklandy występowała jako zbrojny agresor. Dyplomaci watykańscy martwili się, że wizyta papieska w będącym w stanie wojny w mocarstwie, otoczonym aurą wrogości, narazi na szwank neutralność Stolicy Apostolskiej na arenie międzynarodowej. Brytyjscy biskupie rozpaczliwie pragnęli, żeby wizyta się odbyła, i martwili się, że jej odwołanie bardzo osłabi ducha brytyjskich katolików. Biskupi argentyńscy dziwili się, jak Papież może odwiedzać kraj protestancki wydający wojnę mniejszemu i katolickiemu państwu. Z punktu widzenia wielu Argentyńczyków konflikt o Malwiny był problemem państwa Trzeciego Świata walczącego przeciw kolonializmowi Pierwszego Świata. Czyż Jan Paweł II nie był orędownikiem spraw Trzeciego Świata i czyż nie opowiadał się zdecydowanie przeciwko kolonializmowi?

Argentyńczycy okopali się na wyspach, a flota brytyjska kontynuowała swą żmudną podróż na południe, pielgrzymka papieska wydawała się więc niemożliwa - dopóki Jan Paweł II nie znalazł pomysłowego rozwiązania. Pierwszym ogniwem jego koncepcji była kolegialność wśród biskupów świata. 18 maja w kulminacyjnym momencie wojny falklandzkiej, kiedy kardynał Basil Hume wraz z kilkoma innymi biskupami brytyjskimi już przebywał w Rzymie, podejmując ostateczne wysiłki w celu ocalenia wizyty papieskiej, Jan Paweł zwołał i biskupów z Argentyny na pilne spotkanie. Podczas następnych kilku dni pod przewodnictwem Jana Pawła dyskutowano nad rozwiązaniem problemu i Papież zdecydował, że polityczny dylemat nie do przezwyciężenia może znaleźć jedynie ewangeliczne i pasterskie rozwiązanie. Odwiedzi zarówno Wielką Brytanię, jak i Argentynę, za czym opowiadał się kardynał Hume, i pojedzie jako orędownik pokoju i posłaniec pojednania. 22 maja papież zakończył konsultacje i odprawił mszę z brytyjskimi i argentyńskimi biskupami przy papieski ołtarzu w Bazylice św. Piotra.

Pielgrzymka papieska do Zjednoczonego Królestwa była wielkim sukcesem. Oprócz Londynu Papież odwiedził Canterbury, Coventry, Liverpool, Manchester, York, Edynburg, Glasgow i Cardiff. Podczas spotkania z królową Elżbietą II Jan Paweł zapewnił ją o swych modlitwach za jej syna, księcia Andrzeja, pilota helikoptera, walczącego w wojnie falklandzkiej. Papież miał też w programie nabożeństwo ekumeniczne. Sławiąc w katedrze westminsterskiej katolickich męczenników czasów reformacji Johna Fishera i Thomasa More’a, Papież zauważył, że ,,w tej Anglii prawych i wspaniałomyślnych umysłów nikt nie będzie zazdrościł społeczności katolickiej dumy z jej własnej historii”. Następnego dnia Jan Paweł i arcybiskup Runcie wspólnie przewodniczyli modlitwom w katedrze w Canterbury, pierwszemu w historii takiemu nabożeństwu ekumenicznemu. Papież i Arcybiskup podpisali wspólną deklarację, dokonującą podsumowania dialogu ekumenicznego od czasu II Soboru Watykańskiego i wyrażającą ich nadzieje na przyszłość. Deklaracja była bezspornie szczytem osiągnięć w stosunkach między Kościołem anglikańskim i katolickim od II Soboru Watykańskiego.

Jan Paweł opuścił Zjednoczone Królestwo 2 czerwca i dziewięć dni później przybył do Buenos Aires z dwudniową wizytą. Chociaż oficjalna kapitulacja nastąpiła dopiero 15 czerwca, było jasne, że Argentyna przegra wojnę o Falklandy/Malwiny. Naprędce zaaranżowana wizyta papieska stała się okazją, by dodać otuchy ludziom przeżywającym gorzki smak klęski. Arcybiskup Alfonso Lopez Trujillo, przewodniczący CELAM (Rady Episkopatu Ameryki Łacińskiej), został zaproszony na majowe konsultacje w Rzymie i, wróciwszy do Kolumbii, pospiesznie zorganizował specjalne zebranie CELAM, aby powitać Jana Pawła w Buenos Aires. Wizyta papieska w Argentynie była, oficjalnie, pielgrzymką do sanktuarium Matki Bożej z Lujan. Spotkanie CELAM, z udziałem biskupów z Ameryki Łacińskiej, miało na celu wyjaśnienie całemu kontynentowi, że papieska wizyta jest ,,krucjatą pokoju”. Rola Jana Pawła w powstrzymywaniu wybuchu wojny między Argentyną i Chile trzy lata wcześniej pomogła uwiarygodnić takie wytłumaczenie wizyty. Podwójna wizyta w Wielkiej Brytanii i Argentynie wyznaczyła kres dwuletniego nieprzerwanego kryzysu, który rozpoczął się walką ,,Solidarności” o prawną rejestrację i trwał poprzez zamach Agcy, śmierć kardynała Wyszyńskiego, trudną rekonwalescencję Papieża, jego interwencję w zarządzanie Towarzystwem Jezusowym, wprowadzenie stanu wojennego w Polsce i początek walki o przetrwanie ruchu solidarnościowego. Z powodu wszystkich zaistniałych trudności owe szesnaście dni pod koniec maja i na początku czerwca 1982 wydaje się stosowną kodą tej fazy pontyfikatu. Postawiony wobec dylematu, który wcześniej zdawał się nierozwiązywalny, Papież znalazł rozwiązanie ewangeliczne i pasterskie, dzięki temu, że zmienił sposób funkcjonowania papiestwa w Kościele i na świecie.(...)''

(George Weigel Świadek Nadziei)

 

NAUCZANIE JANA PAWŁA II

 

Orędzie Ojca Świętego Jana Pawła II na Światowy Dzień Pokoju (1 stycznia 2004)

 

Orędzie Ojca Świętego Jana Pawła II na Światowy Dzień Pokoju ( 1 stycznia 2005)

 

Homilia w czasie Mszy św. w uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi ( 1 stycznia 2004)

 

Homilia w czasie Mszy św. w uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi ( 1 stycznia 2005)

 

 


 

 

CZŁOWIEK

 

FILMY


o. Wiesław Dawidowski - Prawa człowieka - prawa ludzi wierzących


ks. prof. Andrzej Szostek - Spór o człowieka w myśli Karola Wojtyły

 

TEKST

 

,,(...) PAPIEŻ PRAW CZŁOWIEKA

 

2 października 1979 roku Jan Paweł II wygłosił jedno z najważniejszych publicznych przemówień swego pontyfikatu - przemówienie do Zgromadzenia Ogólnego Organizacji Narodów Zjednoczonych w siedzibie ONZ w Nowym Jorku. To, co powiedział tam o prawach człowieka, stanowiło bezpośrednie wyzwanie wobec stanowiska większości państw członkowskich ONZ w sprawach polityki międzynarodowej i zapewnienia pokoju na świecie.  (…)

 

Po krótkim przekomarzaniu się na lotnisku z burmistrzem Nowego Jorku Edwardem Kochem (burmistrz: ,,Wasza Świątobliwość, jestem burmistrzem”; Papież: ,,Postaram się być dobrym obywatelem”) pojechał w kolumnie samochodów do siedziby ONZ przy East River, gdzie u drzwi budynku powitał go sekretarz generalny Kurt Waldheim. Jan Paweł II wkroczył do budynku ONZ, jak gdyby robił to codziennie, emanując żywotnością, energią i spokojną siłą człowieka, który czuje się dobrze w każdej sytuacji. Był uśmiechnięty i uprzejmy, lecz czuło się w nim jakąś moc - moc fizyczną, lecz również moc wnikliwego umysłu. Była w nim godność, a dyplomatyczne uprzejmości i pochlebstwa nie robiły na nim wrażenia. Gdy zaczął przemawiać, czuł się całkiem swobodnie na mównicy, z ożywieniem zwracał się do delegatów, gości i prasy, jak gdyby znowu wykładał w Lublinie, od czasu do czasu zmieniając pozycję ciała, to pochylając się, jak gdyby dla głębszego namysłu, to spoglądając w góre i wykonując gest, jak gdyby chciał powiedzieć: ,,A teraz posłuchajcie…”

Jan Paweł przybył do siedziby Narodów Zjednoczonych w okresie wzrastającego niepokoju i politycznej agitacji w związku z wyścigiem zbrojeń jądrowych pomiędzy Wschodem i Zachodem. Rokowania w sprawie układu SALT II, dotyczącego kontroli zbrojeń, utknęły w martwym punkcie. W Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej rozszerzały się protesty przeciwko broni jądrowej, a ruch żądający ,,zamrożenia” zbrojeń nuklearnych zaczynał wpływać na debatę publiczną w Ameryce. Zarówno negocjujący dyplomaci, jak i protestujący na ulicach, zdawali się podzielać przekonanie, że broń nuklearną można by wykluczyć z walki politycznej pomiędzy NATO a Układem Warszawskim - że dostateczny wysiłek woli może rozwiązać dylemat związany ze zbrojeniami i zapewnić pokój, nawet jeśli nie rozwiąże się konfliktu ideologicznego. Wojna bierze początek ze zbrojeń; pokój to stan bez wojny; wojnie zaś można zapobiec dzięki kontroli zbrojeń. Mimo że dyplomaci i protestujący różnie podchodzili do tego zagadnienia, zgadzali się po cichu na taką ,,realistyczną” interpretację wyścigu zbrojeń.

Jan Paweł II miał całkiem odmienne wyobrażenie o tym, jak powinna funkcjonować polityka w końcu XX wieku, i zamierzał wyraźnie to wykazać.

Jego godzinne przemówienie rozpoczęło się od zwyczajowego oświadczenia na temat znaczenia Organizacji Narodów Zjednoczonych oraz szczególnej roli Stolicy Apostolskiej w polityce światowej. Następnie Papież przypomniał słuchaczom, że gdy Chrystus stanął przed rzymskim namiestnikiem, Poncjuszem Piłatem, powiedział, iż Jego misja polega na tym, ,,aby dać świadectwo prawdzie”(J 18,37). To samo chce czynić również on, wikariusz Chrystusa. Zwraca się zatem do swych słuchaczy nie jako dyplomata, przemawiający językiem władzy, lecz jako świadek prawdy o ,,człowieku rozumianym integralnie, w całej pełni i w całym wszechstronnym bogactwie jego duchowej i materialnej egzystencji”.

Polityka - przypomniał słuchaczom Jan Paweł II - dotyczy ludzi. To tylko ich dobro jest racją bytu polityki ,,wewnątrzpaństwowej czy międzynarodowej”, ponieważ każda sprawiedliwa polityka zawsze ,,jest >>z człowieka<<, >>przez człowieka<<. >>dla człowieka<<“. Polityka, która nie spełnia tych humanistycznych kryteriów, traci rację bytu; to polityka, która może ,,popaść w antynomię z samym człowieczeństwem”.

Postęp ludzkości należy mierzyć kryteriami godnymi ludzi, to znaczy nie tylko rozwojem nauki i techniki, lecz ,,równocześnie, a nawet bardziej jeszcze prymatem wartości duchowych i rozwojem życia moralnego”. Świat człowieka w sposób najbardziej ludzki uwidacznia się w dziedzinie sumienia. Gdy odmawia się praw sumieniu i prawdzie moralnej, wówczas nauki i techniki używa się do zamiany świata w jatkę. Dlatego też ,,podstawowym dokumentem” Narodów Zjednoczonych, dokumentem, który dał im moralną raison d’etre (franc. powód istnienia), nie była Karta Narodów Zjednoczonych, lecz przyjęta w 1948 roku Powszechna Deklaracja Praw Człowieka, ,,>>słup milowy<< na wielkiej i trudnej drodze rodzaju ludzkiego”. Pokój może być osiągnięty jedynie ,,poprzez określenie, uznanie i poszanowanie niezbywalnych praw osób, społeczeństw i narodów”.

Poszanowanie praw człowieka oznacza poszanowanie godności i wartości każdego człowieka. Toteż pokój jest zagrożony, gdy panuje polityka, cechująca się ,,żądzą potęgi nie liczącą się z prawami drugich”. Dzieje się tak zarówno w stosunkach między narodami, jak i wewnątrz narodów. Jeśli ,,interes” narodowy staje się jedynym kryterium w polityce międzynarodowej i jeśli pojęcie ,,interesu” zostaje pozbawione czynników moralnych, wówczas dyplomacja przestaje być uczciwym zajęciem. Pokój wymaga myślenia nie tylko o interesach, lecz również o powinnościach i obowiązkach.

Mówiąc o wyścigu zbrojeń, Jan Paweł odrzucił twierdzenie, iż niebezpieczeństwo wojny jądrowej można oddzielić od konfliktu pomiędzy komunizmem a jego przeciwnikami. Zagrożenie wojną w świecie współczesnym nie bierze się z samych zbrojeń. Bierze się ono z rozmaitych form niesprawiedliwości, czasem celowo wprowadzanych przez rządy, które to niesprawiedliwości przeczą prawom człowieka, niszczą społeczeństwa, a tym samym zagrażają całemu porządkowi międzynarodowemu.

Świat pracuje nad zdefiniowaniem ,,przynajmniej niektórych z niezbywalnych praw człowieka”, toteż Jan Paweł chciałby wnieść pewien wkład do dyskusji, przedstawiając listę tych praw, które uważa za najważniejsze i wymagające uznania międzynarodowego. Najistotniejsze jest ,,prawo do wolności myśli, sumienia i wyznania, prawo do wyznawania własnej religii: indywidualnie lub zbiorowo, publicznie lub prywatnie”. Jest ono najistotniejsze, ponieważ ,,wartości duchowe” są siłą napędową ,,rozwoju cywilizacyjnego” i dążenia do pokoju. Pokój wymaga umożliwienia człowiekowi ,,pełnego dostępu do prawdy, rozwoju moralnego, pełnego korzystania z całego dziedzictwa dóbr kultury i pomnażania ich przez własną twórczość“.

Największe zagrożenie dla pokoju stanowi niesprawiedliwość w porządku ekonomicznym i w porządku duchowym, a ,,kryterium natury humanistycznej” jest istotne w ocenie systemów społecznych, ekonomicznych i politycznych. Miarą ich oceny powinna być eliminacja wyzysku oraz wolny udział w życiu gospodarczym i politycznym. Układy ekonomiczne, polityczne i społeczne, które systematycznie naruszają to ,,kryterium humanistyczne”, stanowią z samej swej natury zagrożenie dla pokoju. Podobnym zagrożeniem jest niesprawiedliwość duchowa, która rani człowieka ,,w jego wewnętrznym stosunku do prawdy, w jego sumieniu, w sferze jego przekonań i światopoglądu, jego wiary religijnej - wreszcie w sferze tak zwanych swobód obywatelskich”. Cywilizacja przebyła trwającą długie wieki drogę do społeczności politycznych, w których ,,będą w pełni zabezpieczone obiektywne prawa ludzkiego ducha, ludzkiego sumienia, ludzkiej twórczości, a zarazem stosunku człowieka do Boga”, zaś współcześni przywódcy polityczni muszą dostosować się do tej dynamiki historii. Następnie, jak gdyby dla wykluczenia wszelkich nieporozumień co do tego kim są niektórzy sprawcy ,,niesprawiedliwości wyrządzanej duchowi ludzkiemu”, Jan Paweł określił jako zagrożenie dla pokoju te systemy, które mimo podpisania międzynarodowych porozumień o przestrzeganiu praw człowieka stworzyły takie formy ,,życia społecznego, w których korzystanie z tych wolności skazuje człowieka (…) na to, że staje się (…) obywatelem drugiej lub trzeciej kategorii, tracąc możliwość (…) kariery zawodowej, piastowania pewnych odpowiedzialnych stanowisk, a nawet niezależnego kształcenia własnych dzieci”. Przemawiał z mównicy Zgromadzenia Ogólnego ONZ jako najwyższy kapłan Kościoła rzymskokatolickiego, lecz nadal był też Karolem Wojtyłą z Krakowa, zdecydowanym dać świadectwo temu, jak z powodu wierności sumieniu ucierpiały kariery zawodowe Jacka Woźniakowskiego, Stanisława i Danuty Rybickich, Henryka Góreckiego, Stanisława Rodzińskiego oraz wielu, wielu innych.

W podsumowaniu Jan Paweł II powrócił do kwestii wolności religijnej jako kluczowej sprawy dla pokoju. Jak nauczał II Sobór Watykański, odmawianie komukolwiek wolności poszukiwania prawdy i trwania przy niej prowadzi do dehumanizacji, poszukiwanie prawdy stanowi bowiem istotę naszego człowieczeństwa. Powinni się z tym zgodzić ludzie wierzący, agnostycy, a nawet ateiści, gdyż jest to powszechnie przyjęty pogląd humanistyczny. Nie ma racji twierdzenie, iż wolność religijna to sprawa wiążąca się z sekciarstwem.

Przemówienie Jana Pawła II na forum ONZ w 1979 roku miało historyczne znaczenia z kilku względów. Zawierało miarodajną diagnozę kryzysu świata współczesnego, sięgającą głębiej niż konflikty pomiędzy Wschodem i Zachodem, kapitalizmem i socjalizmem, bogatymi i biednymi. Jest to kryzys duszy ludzkości, a w polu walki znajdują się kwestie duchowe i moralne. (…)

Przemówienie świadczyło też, iż Kościół katolicki jednoznacznie zaangażował się w sprawę wolności człowieka oraz w obronę jego podstawowych praw, uznając je za najważniejsze cele swego udziału w polityce światowej. Takie zaangażowanie można było wywnioskować z encykliki Jana XXIII Pacem In terris z 1963 roku oraz z przyjętej na II Soborze Watykańskim Deklaracji o wolności religijnej. Jan Paweł II wypowiedział to teraz wyraźnie, zaś jego wystąpienia w Meksyku w styczniu i w Polsce w czerwcu 1979 roku wykazały jasno, iż zaangażowanie to będzie miało wyraz publiczny. Kościół bowiem bronić będzie tych praw ze względu na humanizm, którego postulaty mogą docenić wszyscy ludzie dobrej woli. (…)

Delegaci do Zgromadzenia Ogólnego wysłuchali przemówienia Papieża w kompletnej ciszy. Nikt nie spacerował po sali, co się często zdarza. Jakkolwiek by interpretowali jego znaczenie, przedstawiciele świata władzy zdawali sobie sprawę, iż wysłuchali zdecydowanego głosu, z którym należy się liczyć.(...)''

(George Weigel, Świadek Nadziei)

 

NAUCZANIE JANA PAWŁA II

 

III Rozdział Encykliki Redemptor Hominis pt. Człowiek odkupiony i jego sytuacja w świecie współczesnym

 

VI Rodział Encykliki Centessimus Annus pt. Człowiek jest drogą Kościoła

 

IV Rozdział Encykliki Sollicitudo rei socialis pt. Prawdziwy rozwój ludzki



 


SZTUKA


FILMY


Halina Królikiewicz-Kwiatkowska - Teatr Szkolny


Halina Królikiewicz - Kwiatkowska - Początki Teatru Rapsodycznego

 

Halina Królikiewicz - Kwiatkowska - Teatr Rapsodyczny


TEKST

 

,,(...) DRAMATURG I POETA

 

 

Dzieło literackie Wojtyły rozkwitło w okresie pierwszych dwunastu lat jego kapłaństwa. Wojna, życie w kraju zdominowanym przez komunistów i poszerzające się duszpasterskie doświadczenia i odpowiedzialność, wszystko to stało się ziarnem dla jego poetyckiego i dramatycznego młyna. Wojtyła wybrał pisanie pod dwoma pseudonimami - Andrzej Jawień (nazwisko pospolite w Niegowici) i Stanisław Andrzej Gruda. Jerzy Turowicz sądził, że chciał w ten sposób zaznaczyć różnicę między swoim dziełem literackim a pisaniem na temat religii, wiary, moralności i spraw Kościoła, zawsze publikowanym pod własnym nazwiskiem. Zdaniem Turowicza, Wojtyła słusznie chciał, by jego praca literacka oceniana była na podstawie jej wartości, a nie jako księżowska ciekawostka.

Pisarze piszą z wielu powodów. Sztuki i wiersze Wojtyły były wyrazem przekonania, do którego doszedł wcześnie i które w ciągu życia pogłębiało się - że rzeczywistości nie da się ująć za pomocą tylko jednego życia. Nawet kiedy już został zawodowym filozofem, nauczycielem tego przedmiotu i profesorem - przewodnikiem dla filozoficznej pracy innych, nadal był przekonany, że jedną ze słabości współczesnego życia intelektualnego jest panująca we wszystkich dyscyplinach tendencja do przeświadczenia, że istnieje tylko jeden sposób ujmowania rzeczywistości człowieka. Uderzało to Wojtyłę jako przejaw pychy i jako coś niemożliwego. Głębie ludzkiego doświadczenia można naprawdę przebadać tylko za pomocą wielu różnych metod. Literatura - w jego przypadku sztuki dramatyczne i poezja - może czasem dotrzeć do prawdy, której nie da się adekwatnie ująć ani filozoficznie, ani teologicznie. Jak wielu filozofów dwudziestego wieku, Wojtyła żywił przeświadczenie, że język, czy to naukowy, czy literacki, jest zawsze nieadekwatny do rzeczywistości, którą usiłuje uchwycić i przekazać. Toteż literacka działalność Wojtyły nie była jego hobby. Był to inny sposób ,,bycia obecnym” w życiu drugich poprzez naturalne dla pisarza medium dialogu.

Brat naszego Boga

Karol Wojtyła zaczął pisać swoją pierwszą dojrzałą sztukę, Brat naszego Boga, w wieku dwudziestu pięciu lat, na ostatnim roku w krakowskim seminarium. Od dawna był zafascynowany życiem Adama Chmielowskiego, Brata Alberta, jednej z najbardziej intrygujących postaci w polskim życiu kulturalnym i religijnym, zetknąwszy się z jego dziełem po raz pierwszy w czasach studenckich na Uniwersytecie Jagiellońskim i później podczas wojny. (…)

Sztuki Karola Wojtyły nie są ,,sztukami” w klasycznym sensie tego słowa, a Brat naszego Boga na pewno nie jest typowym dramatem biograficznym, chociaż w ogólnym zarysie ukazuje koleje życia Adama Chmielowskiego. Sztuka, będąc przykładem ,,wewnętrznego teatru” Kotlarczyka i Wojtyły, jest próbą ukazania walki Brata Alberta o rozpoznanie i przeżycie własnego powołania. Główna ,,akcja” toczy się w świadomości Adama Chmielowskiego, który w trakcie dramatu ,,staje się” Bratem Albertem.

Główny motyw dramatycznego napięcia sztuki dotyczy powołania - walki o to, by uczynić z siebie dar, porzucić swoje ego, tu zobrazowanej przez walkę Chmielowskiego o usprawiedliwienie swojego wygodnego artystycznego życia, kiedy zmaga się on z wezwaniem do radykalnego ubóstwa i służby. Istnieje jednakże i inna płaszczyzna w Bracie naszego Boga. W sztuce tej, poprzez zmagania Brata Alberta, Wojtyła analizuje problem rewolucyjnej przemocy. W Polsce poddanej wszechwładzy komunistycznej problem ten narzucał się sam w dwojaki sposób. Jak należy oceniać marksistowską krytykę współczesnego społeczeństwa przemysłowego? I w jaki sposób człowiek ma określić własną odpowiedź na tyranię - to pytanie narzuciła Wojtyle zarówno okupacja czasu wojny, jak i warunki w latach 1948-1950.

Pytania te roztrząsane są w Bracie naszego Boga w trakcie dramatycznej konfrontacji pomiędzy ,,Adamem/Bratem Starszym” (Chmielowskim) a postacią nazwaną po prostu ,,Nieznajomym”. Prowadzono poważne spekulacje, kim może być pierwowzór Nieznajomego. Papież Jan Paweł II potwierdził, że ta postać to ,,krypto-Lenin”, nawiązanie do nigdy nie sprawdzonej pogłoski, że Chmielowski i Lenin spotkali się, być może, w Zakopanem, kiedy ten ostatni mieszkał w Krakowie i okolicach w latach 1912-1914.

Konfrontacja między Adamem a Nieznajomym dotyczy pozornie taktyki, a Nieznajomy zarzuca takim ,,apostołom miłosierdzia” jak Chmielowski, że są w rzeczywistości wrogami biednych. Głębsza walka między dwoma rewolucjonistami toczy się o dusze. Obydwaj mężczyźni zmagają się o neofitów, o posłuch ubogich i bezdomnych, ale zamroczony ideologicznie Nieznajomy, który nie jest pozbawiony atrakcyjności i inteligencji, potrafi widzieć swoich potencjalnych uczniów jedynie jako lumpenproletariat, nie nadający się do rewolucji lub jako robotników, nosicieli dynamiki i historii; i tak dalej.

Na najgłębszym poziomie dramatyczna akcja w Bracie naszego Boga jest walką o znaczenie wolności, a szerzej o znaczenie ludzkiej egzystencji. Adam, w tym wypadku wyrażający przekonania dramaturga, nie przeczy ani niesprawiedliwości społecznej, ani prawomocności gniew, jaki ta niesprawiedliwość wywołuje. Ale sądzi, że jedyne społeczne przekształcenie naprawdę godne osoby ludzkiej dokonuje się przez krzyż ,,który jest przekształceniem upadku człowieka w dobro, a jego niewoli w wolność”.

Przed sklepem jubilera

W Bracie naszego Boga dramatopisarz przedziera się przez tajemnicę decyzji o powołaniu, rozważając historyczną postać, której walka była podobna do jego własnej i której przykład stał się wzorem dla jego własnego kapłaństwa. Napisanie tej sztuki było jednym ze sposobów spłacenia ,,długu wdzięczności” Karola Wojtyły Bratu Albertowi. Przed sklepem jubilera, poetycka medytacja o tajemnicy małżeństwa, była częściowo spłaceniem długu Wojtyły wobec Środowiska. Równocześnie stanowiła pogłębienie medytacji dramatopisarza nad walką człowieka o to, by stać się darem, a stawszy się nim, przeżyć swój los jako stworzenie uczynione na obraz Boga.

Poetyckie talenty Wojtyły pięknie ujawniają się w sztuce Przed sklepem jubilera, która opowiada o wewnętrznej historii trzech małżeństw. Andrzej i Teresa żyją razem krótko, nim Andrzej padnie ofiarą wojny, zostawiając Teresę samą, wychowującą samotnie synka Krzysztofa. Stefanowi i Annie udaje się przeżyć wojnę, ale małżeństwo ich popada w obojętność, a wreszcie wrogość. Stefan przyjmuje miłość jako coś oczywistego i dlatego miłość więdnie. Anna ze swej strony tęskni za miłością doskonalszą i przez to gasi miłość niedoskonałą, do której udoskonalenia jest wezwana. Trudne relacje Stefana i Anny ranią ich córkę, Monikę, podobnie jak wzrastanie bez ojca jest ciężarem dla syna Teresy, Krzysztofa. Zakochując się w sobie, Krzysztof i Monika dźwigają ból i ciężar swoich historii rodzinnych. Właśnie z powodu tego brzemienia wcielają również nadzieję wybawienia z nagromadzonego przez lata zła, zarówno dla siebie, jak i dla swoich rodziców. Spojrzenie Wojtyły jako dramaturga jest spojrzeniem współczującego i realistycznie oceniającego przyjaciela, który rozumie istotę małżeństwa od wewnątrz na tyle, na ile jest to możliwe dla celibatariusza. Kiedy w grudniowym numerze ,,Znaku” z roku 1960 została opublikowana sztuka Przed sklepem jubilera, której autor podpisał się ,,Andrzej Jawień”, nie znający tego pseudonimu czytelnicy nie mieli powodu przypuszczać, że dramatopisarz jest księdzem. Mogli uznać autora za niesentymentalnego realistę, ale realistę, który znalazł nadzieję w miłości, zawsze silniejszej niż zwykły sentymentalizm. W całym dramacie Wojtyła delikatnie kładzie nacisk na to, że miłości i wierności nie można sprowadzić do emocji. Jedynie pewny ich fundament można znaleźć w ludzkiej zdolności poszukiwania i znajdowania moralnej prawdy rzeczy. Małżeństwo nie jest spotykaniem się i rozchodzeniem dwóch stanów emocjonalnych. Małżeństwo jest rzeczywistością dwóch osób, które zostały przemienione przez swoje spotkanie i początkowy dar z siebie dla drugiego. ,,Przemiana ta pozostaje realna również wówczas, gdy znikną uczucia, które towarzyszyły jej na początku. Konieczne jest oczyszczanie naszych uczuć i przekształcanie ich w czasie w trwalszą rzeczywistość dającej siebie miłości.

Poezja

Poezja Wojtyły podobnie jak jego sztuki, jest pewnym sposobem ,,bycia obecnym” dla drugich w rozmowie o prawdzie rzeczy. Nie jest to poezja łatwa, ani w oryginale, ani w przekładzie. Ale jego poematy oddają ,,głos” Karola Wojtyły w sposób uprzywilejowany, zwłaszcza jego wgląd w ludzkie relacje, walki indywidualnego sumienia i doświadczenie mistyczne. Pisane telegraficznym, czasem eliptycznym stylem poematy oscylują pomiędzy skrajną konkretnością a abstrakcją. Przejawiają też uderzającą zdolność wnikania ,,do wnętrza” doświadczenia i świadomości drugiego człowieka. (…) Chociaż poezja Wojtyły tkwi wewnątrz tradycji kontemplacyjnej poezji religijnej, niewiele w niej napomnień, a i te są wypowiadane głosem przepojonym humanizmem. Poeta rzadko chwali czy potępia; najczęściej opisuje. Innymi słowy, nie jest to wierszowana ,,apologia chrześcijaństwa”. Spojrzenie poety na życie, nad którym rozmyśla, jest głęboko chrześcijańskie. Wbrew pokusie postrzegania jako względnie monotonnej przestrzeni, gdzie przyzwoitość nic nie kosztuje, Wojtyła prawie nieustępliwie odsłania fakt, że w każdym życiu znajdujemy dramatyczne napięcie. Nie karci, ale sugeruje swoim czytelnikom, że ten główny wybór, jaki ma przed sobą osoba ludzka we współczesnym świecie jest wyborem między świętością a utratą własnego człowieczeństwa. Wiedza o tym może być zarówno fascynująca, jak i przerażająca, gdyż mamy tu do czynienia z sacrum. Wojtyła podkreśla, że to spotkanie jest nie do uniknięcia, jeżeli chcemy żyć autentycznie i dojrzale, zachowując godność własnego życia. (…)

Teatr Rapsodyczny

Główne zebranie organizacyjne odbyło się 22 sierpnia 1941 roku w mieszkaniu rodziny Dębowskich przy ul. Komorowskiego 7. Kotlarczyk wyłożył tego popołudnia swoje idee wobec grupy składającej się z Karola Wojtyły, Haliny Królikiewicz (która przyjechała do Krakowa poprzedniej jesieni z kapustą i ziemniakami jako towarem wymiennym zamiast czynszu), Tadeusza Kwiatkowskiego (przyszłego męża Haliny, zaangażowanego w podziemnych wydawnictwach literackich), Juliusza Kydryńskiego, Danuty Michałowskiej, małżeństwa gospodarzy z córkami, Krystyną i Ireną, i paru innych osób. Kotlarczyk dał do zrozumienia, że będzie to przede wszystkim jego przedsięwzięcie, realizowane zgodnie z jego zasadami. Potrafił być uparty, nawet fanatyczny w sprawie tych zasad - w ponad pół wieku później Danuta Michałowska z uczuciem dojrzałej przyjaźni powie, że ,,Savonarola to pestka” w porównaniu z Mieczysławem Kotlarczykiem zmierzającym ku swojej wizji. Bez wątpienia częściowo to było przyczyną przyciągania przezeń uczniów. Ale jego wizjonerskie upieranie się przy realizowaniu tego celu zgodnie z jego sposobem widzenia doprowadziło do rozłamu. Idee Kotlarczyka na temat artystycznej drogi, jaką należało iść, głęboko różniły się od idei Juliusza Kydryńskiego, i drogi tych dwóch silnych i upartych mężczyzn wkrótce musiał się rozejść. (…)

Próby odbywały się w środy i soboty, późnym popołudniem po zakończeniu pracy, a przed godziną policyjną. Młodzi aktorzy często robili próby w ,,katakumbach” na Dębnikach, czasem przy świetle świecy, kiedy prąd wyłączano. W drodze na Tyniecką 10 mijali afisze podające stale rosnącą listę rozstrzelanych w egzekucjach, co mogłoby stać się ich losem, gdyby zostali złapani.

Ich pierwsze przedstawienie odbyło się w mieszkaniu rodziny Szkockich, którzy zaprzyjaźnili się z Karolem Wojtyłą podczas pierwszego roku jego studiów na uniwersytecie, kiedy zapoznał ich z nim Juliusz Kydryński. Sztuką był dość trafnie wybrany Król-Duch Słowackiego, którego wystawili cztery razy, poczynając od 1 listopada 1941 roku - w kalendarzu liturgicznym dnia Wszystkich Świętych. Karol Wojtyła wziął rolę króla Bolesława Śmiałego, który nakazał zamordować św. Stanisława. Popierany przez Kotlarczyka (ale krytykowany przez innych) Wojtyła nadał roli winowajcy nowy wymiar, grając króla jako przygotowującego się do wyznania winy w wiele lat po zbrodni. (…)

Słowo prawdy głoszone publicznie, niemal liturgicznie, stanowiło antidotum, jakie Teatr Rapsodyczny pragnął zastosować wobec brutalnych kłamstw okupacyjnych. Narzędzia zwalczania zła obejmowały mówienie władzy prawdy. W to właśnie wierzyli i tym żyli Kotlarczyk i jego Teatr Rapsodyczny. Ta wiara i to doświadczenie wywarły na Karola Wojtyłę niezatarty wpływ, o którym nie zapomni, kiedy na innej scenie będzie musiał stawić w przyszłości czoło innej władzy totalitarnej. Niektórzy sugerowali, że w obliczu okropności okupowanej przez nazistów Polsce Karol Wojtyła uciekł w religijny kwietyzm. W świetle dowodów jest jasne, że musiał podjąć jakąś decyzję. Niektórzy młodzi Polacy wybrali zbrojny opór albo podziemny sabotaż. Świadectwa wyraźnie pokazują, że Karol Wojtyła rozmyślnie wybrał siłę oporu poprzez kulturę, poprzez moc słowa, w przekonaniu, że ,,słowo” (a w terminach chrześcijańskich - Słowo) jest tym, co porusza świat. Ci, którzy kwestionują dokonany przez niego wybór, kwestionują również przekonanie o potędze Słowa i słów.(...)''

(George Weigel Świadek Nadziei )

 


NAUCZANIE JANA PAWŁA II

 

List do Artystów


Przemówienie do przedstawicieli świata kultury zgromadzonych w kościele Świętego Krzyża 1987 r.

 

 

Drodzy Państwo! Czcigodni Bracia i Siostry!

1. Pozwólcie, że nawiążę do fragmentu z Dziejów Apostolskich, do słów: „Trwali... w nauce apostołów i... w łamaniu chleba i w modlitwie” (Dz 2, 42). „Trwali...”

Dzieje Apostolskie mówią o pierwszej wspólnocie chrześcijańskiej, jaka ukształtowała się w Jerozolimie po dniu Pięćdziesiątnicy wokół apostołów, którzy w tym właśnie dniu otrzymali Ducha Świętego: Ducha Prawdy — Parakleta, Pocieszyciela.

Pragnę to jedno słowo: „trwali”, słowo świadczące o historycznych początkach Kościoła, odnieść do nas tutaj zgromadzonych. Do wszystkich, którzy trwają w tej samej, co tamta „wspólnocie”, a o wspólnocie tej stanowi „nauka apostołów... łamanie chleba... modlitwa” (por. Dz 2, 42).

Równocześnie jednak to wasze „trwanie we wspólnocie” Kościoła, ludzie kultury, przedstawiciele środowisk twórczych, artyści, posiada znaczenie szczególne. Myślę o was, tutaj zgromadzonych — ale myślę także o wszystkich, którzy do tej samej wspólnoty należą zarówno na ziemi polskiej, jak i poza jej granicami: wielka wspólnota ludzi, którzy „trwając” przy wielorakim warsztacie twórczości, służą „trwaniu” i przetrwaniu narodu. Naród bowiem trwa w swojej duchowej substancji, duchowej tożsamości przez własną kulturę. Ta prawda w naszych dziejach zdobyła szczególną wymowę, zwłaszcza w niektórych okresach. Wystarczy wspomnieć rozbiory, wiek XIX, śmiertelną walkę o przetrwanie narodu — a na tym tle nieznany przedtem rozwój kultury polskiej: poprzez dzieła wieszczów, Chopina, którego serce znajduje się w tej świątyni, mistrzów dłuta i pędzla. W tym miejscu wspomnijmy szczególnie Karola Szymanowskiego, którego pięćdziesiątą rocznicę zgonu obchodzimy w tym roku, a którego arcydzieło nadało także ton naszemu dzisiejszemu spotkaniu.

2. Stale żyję z pełną świadomością tej prawdy; od najmłodszych lat. Kiedy dane mi było przemawiać wobec przedstawicieli wielu narodów świata w UNESCO, w Paryżu, świadomość ta wyraziła się w sposób głęboko przeżyty i gruntownie przemyślany, a zarazem całkowicie spontaniczny. Mówiłem wtedy: „Naród jest tą wielką wspólnotą ludzi, których łączą różne spoiwa, ale nade wszystko właśnie kultura. Naród istnieje »z kultury« i »dla kultury«... Jestem synem narodu, który przetrzymał najstraszliwsze doświadczenia dziejów, którego wielokrotnie sąsiedzi skazywali na śmierć — a on pozostał przy życiu, i pozostał sobą. Zachował własną tożsamość i zachował pośród rozbiorów i okupacji własną suwerenność jako naród — nie w oparciu o jakiekolwiek inne środki fizycznej potęgi, ale tylko w oparciu o własną kulturę, która okazała się w tym wypadku potęgą większą od tamtych potęg. I dlatego też to, co tutaj mówię na temat praw narodu u podstaw kultury i jej przyszłości, nie jest echem żadnego »nacjonalizmu«, ale pozostaje trwałym elementem ludzkiego doświadczenia i humanistycznych perspektyw rozwoju człowieka. Istnieje podstawowa suwerenność społeczeństwa, która wyraża się w kulturze narodu. Jest to zarazem ta suwerenność, przez którą równocześnie najbardziej suwerenny staje się człowiek” (przemówienie w siedzibie UNESCO, 2 VI 1980 r.).

3. Wyrażam przeto radość, iż w czasie obecnej mojej pielgrzymki do Ojczyzny dane mi jest spotkać się ze środowiskiem ludzi kultury, sztuki, wielorakiej i wielokierunkowej twórczości artystycznej.

Adam Chmielowski, błogosławiony Brat Albert, powiedział: „Istotą sztuki jest dusza, wyrażająca się w stylu”.

Każdy z was daje szczególne świadectwo o człowieku: o tym, jaki jest właściwy wymiar jego egzystencji. „Nie samym chlebem żyje człowiek” (Mt 4, 4). Chociaż zdajemy sobie sprawę, jak doniosłe są sprawy chleba, jak wiele od nich zależy w życiu całej ludzkości i wszystkich narodów — w życiu poszczególnych osób i rodzin — to przecież przekonują nas te słowa Chrystusa: „Nie samym chlebem”. Nie samym.

Człowiek — to inny jeszcze wymiar potrzeb i inny wymiar możliwości. Jego byt określa wewnętrzny stosunek do prawdy, dobra i piękna. Istotną dla ludzkiej osoby jest transcendencja — a to znaczy zarazem: inny głód. Głód ludzkiego ducha.

Dlatego Chrystus mówił, a pamiętajmy, że powiedział to podczas kuszenia, powiedział do kusiciela: „Nie samym chlebem... lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych” (Mt 4, 4).

Ludzkie zapotrzebowania łączą się z wymiarem słowa, logosu — a więc prawdy. Łączą się także z wymiarem etosu: a więc wolności kierowanej prawdą. Głód wolności ostatecznie zaspokaja się przez miłość!

Chleb... i słowo. Kultura i ekonomia. Czy się wykluczają? Czy się wzajemnie zwalczają? Nie, po prostu się dopełniają. Jednakże ze stanowiska pełni człowieka, trzeba, aby również ekonomia uczestniczyła w kulturze. Aby była jej zasadniczo podporządkowana. To bowiem oznacza: prymat tego, co najgłębiej człowiecze.

Przemawiając do pisarzy polskich na rok przed śmiercią, ksiądz kardynał Wyszyński powiedział: „Słowo, które jest wspaniałym darem Bożym, ma być słoneczne i lecznicze. Przed dwudziestu przeszło laty był na Jasnej Górze pierwszy po wojnie zjazd pisarzy katolickich. Miałem do nich mówić.

Stanął mi wyraziście przed oczyma obraz Łazarza, który leżał u drzwi wielkiej rezydencji, gdzie bogacz, obleczony w bisior, codziennie obficie ucztował.

Ten biedny człowiek, okryty ranami, umierał z głodu, bo nie dano mu nic ze stołu wielmoży, tylko psy lizały rany Łazarza. Narzuciło mi się wówczas to porównanie: jakie stosowne dla twórców kultury, dla pisarzy, jest to szlachetne i lecznicze zadanie — lizać rany człowieka pobitego, leczyć naród, leczyć ludzi...” (przemówienie kard. Stefana Wyszyńskiego do pisarzy i literatów w kościele św. Anny, 15 III 1980 r.).

4. Czytamy o pierwszej wspólnocie skupionej przy apostołach, iż „łamali po domach chleb... przyjmując posiłek z radością i prostotą serca” (por. Dz 2, 46).

Spotkanie nasze ma miejsce w ramach Kongresu Eucharystycznego, który w tym roku odbywa się w Polsce.

Eucharystia stanowi centrum tej wspólnoty, która gromadzi się przy apostołach. Eucharystia jest pamiątką śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Ogłasza i odnawia Jego odkupieńcze pierwsze przyjście — i zapowiada drugie: ostateczne.

Eucharystia jest Najświętszym Sakramentem naszej wiary. Pasterze Kościoła w Polsce pragną, aby wszyscy, którzy należą do wspólnoty tego Kościoła, odnowili w sobie świadomość Eucharystii. W tym celu wskazują na słowa, które w sposób szczególny wyrażają głębię sakramentalnej rzeczywistości eucharystycznej. Słowa te mówią o miłości: „Umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował” (J 13, 1).

Chrystus odpowiada na najgłębsze głody ludzkiej istoty. Takim jest właśnie głód miłości. On zaś jest Tym, który „umiłował do końca”.

5. Wspólnota skupiona przy apostołach, która trwa „w łamaniu chleba”, stara się zarazem spojrzeć na siebie, na swoje życie i powołanie w świetle tych słów, które mówią o Chrystusie. I mówią równocześnie o Eucharystii.

Czy wystarczy ją tylko przyjmować? Ona jest pokarmem, a więc trzeba z niej żyć. Duch ludzki żyje prawdą i miłością. Stąd rodzi się także potrzeba piękna. Powiedział poeta: „Cóż wiesz o pięknem?... Kształtem jest Miłości” (Cyprian Kamil Norwid, Promethidion. Bogumił).

Jest to zaś miłość twórcza. Miłość, która dostarcza natchnienia. Dostarcza najgłębszych motywów w twórczej działalności człowieka.

Jakże daleko idzie tutaj Norwid, gdy mówi: „Bo piękno na to jest, by zachwycało do pracy — praca, by się zmartwychwstało” (tamże).

Jakże daleko idzie nasz „czwarty wieszcz”! Trudno się oprzeć przeświadczeniu, że w słowach tych stał się jednym z prekursorów Vaticanum II i jego bogatego nauczania. Tak głęboko umiał odczytać tajemnicę paschalną Chrystusa. Tak precyzyjnie przetłumaczyć ją na język życia i powołania chrześcijańskiego. Związek między pięknem — pracą — zmartwychwstaniem: sam rdzeń chrześcijańskiego być i działać, esse et operari.

6. „Cóż wiesz o pięknem?... Kształtem jest Miłości”.

Waszym powołaniem, drodzy Państwo, jest piękno. Tworzyć przedmioty piękne. Wywoływać piękno w wielorakiej materii ludzkiej twórczości: w materii słów i dźwięków, w materii barw i tonów, w materii rzeźbiarskich czy architektonicznych brył, w materii gestów, którymi wyraża się i przemawia to najszczególniejsze tworzywo świata widzialnego, jakim jest ludzkie ciało.

„Cóż wiesz o pięknem?.. Kształtem jest Miłości”.

A zatem: czy nie pozostaje ono w jakimś intymnym, bardzo rzeczywistym związku z Tym, który umiłował do końca? Który objawił definitywną miarę miłości w dziejach człowieka i świata? Miarę ostateczną: odkupieńczą i zbawczą.

A zatem: czy to piękno, które jest waszym powołaniem, waszym trudem i twórczym bólem waszego życia — nie pozostaje w ukrytej, niemniej realnej więzi z sakramentem tej Chrystusowej miłości? z Eucharystią?

7. Słyszy się, że w ostatnich latach ludzie kultury, twórcy i artyści w Polsce, odnaleźli w stopniu przedtem nieznanym łączność z Kościołem.

Ogromnie się z tego cieszę. Dziękuję za to Duchowi Świętemu i Matce pięknej miłości. Zjawisko to daje o sobie znać na różne sposoby. Wystarczy wspomnieć choćby te „tygodnie kultury chrześcijańskiej”, które coraz szerzej idą w Polskę, potwierdzając to, co świadczy o naszej tożsamości, o duchowych dziejach narodu.

Raduję się, że intelektualiści, artyści, ludzie kultury znajdują w Kościele przestrzeń wolności, której nieraz brakuje im gdzie indziej. I że dzięki temu odkrywają istotę i rzeczywistość duchową Kościoła, którą przedtem widzieli jakby z zewnątrz. Ufam też, że Kościół polski odpowie w pełni na zaufanie tych ludzi, przychodzących nieraz z daleka, i znajdzie język, który trafi do ich umysłów i serc.

Osobiście raduję się głęboko tym zjawiskiem. Odkryć łączność z Kościołem — to zawsze znaczy: odnaleźć się w orbicie tajemnicy paschalnej Chrystusa, znaleźć się w zasięgu owej „miłości, którą do końca umiłował”. Znaleźć się w zasięgu Eucharystii, która jest sakramentem tej właśnie miłości.

Trzeba bardzo się starać o to, ażeby ta — odnaleziona przez tylu ludzi kultury w Polsce — łączność z tajemnicą paschalną Chrystusa owocowała wedle proroczych zaiste słów Norwida: „Piękno na to jest, by zachwycało do pracy — praca, by się zmartwychwstało”.

Wiele się mówi i pisze o „polskiej pracy”, a to, co się mówi i pisze, napawa nieraz głęboką troską. Wydaje mi się, że praca ta jest zagrożona na obszarze skali wartości: nie tylko ekonomicznych, ale przede wszystkim tych podstawowych — ludzkich, humanistycznych, moralnych. Grozi nam to, że „przez pracę się nie zmartwychwstaje”.

8. Ludzie kultury, twórcy, artyści, pokorni słudzy piękna w życiu narodu! Myślę, że wasze przymierze z Kościołem, odnalezione na tym właśnie etapie dziejów, jest także sygnałem tego zagrożenia. Trzeba dobrze zrozumieć ten sygnał.

Praca jest zagrożona wówczas, gdy wolność człowieka nie spełnia się prawidłowo, to znaczy nie spełnia się przez miłość. Ekonomia musi tutaj posłuchać kultury! Musi posłuchać etyki! Także i ze względu na siebie samą: na ekonomię. Bo wszystko jest spójnie osadzone w jednej i tej samej podmiotowości: człowieka i społeczeństwa.

Pozwólcie, że wyrażę tu również uznanie dla tego szczególnego przymierza, jakie dokonało się u nas w ostatnich latach, między twórcami kultury a ludźmi pracy.

9. Wracam do tego słowa z Dziejów Apostolskich, do którego nawiązałem na początku: „trwali”.

Tak. Trzeba, abyście „trwali” w tej wspólnocie. Aby jeszcze wyostrzało się wasze poczucie odpowiedzialności za „piękno, które jest kształtem Miłości”. Abyście pomagali „trwać” innym w tej samej wspólnocie Kościoła i narodu.

„Wielbili Boga, a cały lud odnosił się do nich życzliwie” (Dz 2,47), tak czytamy w dalszym ciągu tekstu Dziejów.

Życzę wam, aby wasze dzieła służyły ludziom. Służyły społeczeństwu. Aby znajdowały odbiór. Aby budziły autentyczne głody ducha ludzkiego, zaspokajając je. Abyście znajdowali poszanowanie i wdzięczność ze strony tych, którym pragniecie służyć.

„...By się zmartwychwstało”.

 

Etapy


VIII Edycja
Konkursu Papieskiego:

Etap I QUIZ:
8.02 – 8.03.2012


Etap II TEST on-line:
22.03.2012 godz. 17.00


Etap III ESEJ:
28.03 – 19.04.2012


Etap IV OBRONA:
19.05.2012